Featured Slider

Ciąża w Chinach - czego można się spodziewać.

Biały Mały Tajfun i Joasia

Zawsze ciekawiło mnie jak wygląda opieka prenatalna, jakie są warunki podczas porodu i opieka nad noworodkiem w różnych zakątkach świata. Swoją ciekawość zaspokajam dzięki Polskim mamom, które zechciały podzielić się ze mną swoimi wspomnieniami. 

Dziś swoją obecnością zaszczyciła mnie Baixiaotai / 白小颱 / Biały Mały Tajfun , autorka blogów „Biały Mały Tajfun” i „Tajfuniątko”, mieszkanka pięknych Chin.

Zapraszam na wywiad z serii „Cud poczęcia według Polek w świecie”.

>>> - <<<



Justa: Cześć. Na wstępie poproszę Cię o kilka słów o sobie.

Baixiaotai: Cześć. Jestem Baixiaotai 
(白小颱 / Biały Mały Tajfun) 
szczęśliwa mama Joasi. Mieszkamy w Chinach, a Joasia jest mieszanką polsko-chińską. Ja sama mieszkam w Chinach z roczną przerwą już od 2008 roku; prowadzę blog o moim życiu w Chinach (www.baixiaotai.blogspot.com) oraz o mojej polsko-chińskiej mieszance (www.tajfuniatko.blogspot.com).



Justa:
 Baixiaotai  to nie polsko brzmiące imię?? Powiesz Nam coś więcej ? 

Baixiaotai: Kiedy pojechałam na Tajwan uczyć się języka chińskiego, nauczycielka nie mogąca ogarnąć naszych imion kazała wszystkim białym wybrać dla siebie jakieś chińskie imiona. Niestety, byłam wówczas jeszcze kompletnie zielona, jeśli o imiona chodzi, a nauczycielka nie chciała wpływać na nasze wybory. I tak, zamiast nazywać się Delikatny Aromat Jaśminu albo Szmaragdowozielony Bambus, skończyłam jako Biały Mały Tajfun 😀 Inna rzecz, że patrząc po temperamencie, tajfun pasuje do mnie zdecydowanie lepiej niż jakiś jaśmin 😉 


CIĄŻA I PORÓD


Baixiaotai: Ciążę prowadziłam w Kunmingu, stołecznym mieście prowincji Yunnan, w południowo-zachodnich Chinach, w jednym z tutejszych szpitali państwowych.

Justa: Jak oceniłabyś swoją opiekę prenatalną?
Baixiaotai: Nie mam niestety porównania z żadnym innym krajem. Są sprawy, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły: dostępność bardzo nowoczesnego sprzętu, błyskawiczne wykonywanie wszystkich niezbędnych badań i – w sumie – dość duża wygoda. Jednak są i takie rzeczy, na wspomnienie których jeży mi się włos na głowie: stosunek do pacjentek (to nieważne, że badanie boli, nie marudź), kolejki, w których nawet mocno brzuchate panie musiały STAĆ, bo nie było miejsc siedzących, badania przeprowadzane w wieloosobowych salach, zero prywatności i brak czasu na indywidualne podejście do ciężarnej – nie było kiedy zadawać szczegółowych pytań, nie mogłam nawet zerknąć na ekranik USG.

Justa: Czy byłaś/jesteś zadowolona z oferowanych badań, pomocy i ogólnego przebiegu ciąży?
Baixiaotai: Poziom stricte medyczny – bardzo wysoki. W Chinach po raz pierwszy przekonałam się, że pielęgniarka, która naprawdę zna swój fach, nigdy nie przebije mi żyły i nie będzie potrzebowała serii wkłuć „bo pani ma jakieś felerne te żyły”. Proponowano mi wszystkie badania, jakie wydawały się potrzebne i tłumaczono różnice między nimi; szczegółowo tłumaczono mi wyniki badań i ich konsekwencje dla mnie i dla dziecka. Na samym początku, gdy ciąża była zagrożona, byłam w szpitalu przynajmniej raz w tygodniu i cały czas ponawiano badania i stosowano leczenie, które pomogło nam przetrwać w dobrym stanie. Jednak brak indywidualnego podejścia i prywatności kładł się cieniem na te pozytywy.

Justa: Może masz jakieś spostrzeżenia, porady dla kobiet planujących dzidziusia w Twojej okolicy.
Baixiaotai: Przede wszystkim należy pamiętać, że państwowe szpitale są w Chinach płatne. Każde badanie, każde spotkanie z lekarzem będzie kosztować. Wprawdzie samo spotkanie z lekarzem jest tanie (parę złotych), ale badania już są w „normalnych” cenach i w trakcie ciąży wydamy na nie sporo pieniędzy. Po drugie trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie we wszystkich miastach będą istniały szkoły rodzenia. Więc jeśli chodzi o większość pytań, jakie może mieć pierwiastka, to nikt nie będzie sobie zawracał głowy odpowiadaniem na nie.


WSPOMNIENIE PORODU

Justa: Opieka, pomoc, wsparcie – jak je oceniasz?
Baixiaotai: Mój poród musiał zostać wywołany wcześniej ze względu na wysokie ciśnienie ciążowe. Umieszczono mnie w sali trzyosobowej, z ubikacją, prysznicem i możliwością wynajęcia za kilka złotych kozetki dla osoby towarzyszącej. Po zaaplikowaniu leku wywołującego skurcze co kwadrans – pół godziny przychodziły pielęgniarki sprawdzić rozwarcie. Mogłam swobodnie chodzić po całym oddziale, dostarczono mi piłkę, dzięki której przetrwałam tę część porodu, położna pojawiała się co jakiś czas, żeby zapytać, jak się czuję, czy coś się zmienia i na co zwrócić uwagę. Gdy zaczęła się akcja porodowa, zostałam zaprowadzona na wieloosobową salę porodową i uprzedzona, żeby nie krzyczeć, bo to po pierwsze szkodzi dziecku, a po drugie denerwuje inne rodzące. Nie było opcji znieczulenia – na całym oddziale nie było ani jednego anestezjologa; cesarki przeprowadzano piętro wyżej. Oczywiście, gdyby okazało się, że coś jest nie tak, zostałabym przetransportowana na oddział cesarskich cięć, ale z założenia rodzenie naturalne odbywa się bez wspomagania farmakologicznego. Można jednak sobie zażyczyć podpięcia pod elektrostymulację – faktycznie, bardzo pomaga w radzeniu sobie z bólem. Położna przeprowadziła mnie przez kolejne parcia; ta faza porodu przebiegła dość szybko, sprawnie i w dobrej atmosferze. Na każde skinienie dostawałam wodę czy coś do jedzenia. Zarówno położna, jak i pielęgniarki były skupione i życzliwe; dawały mi czas niezbędny do regeneracji sił i choć to położna mówiła, kiedy przeć, bardzo uważnie obserwowała mnie, moje reakcje i mój organizm. Nie jest standardem oddawanie dziecka matce po ogarnięciu go, zważeniu i zmierzeniu, ale gdy o to poprosiłam, mały tobołek natychmiast został mi podany i nikt nie próbował mnie od niego oddzielić. 


Justa: Czy uważasz, że zajęli się Wami wystarczająco dobrze?
Baixiaotai: W szpitalach państwowych pielęgniarki służą tylko do rozwiązywania spraw medycznych – pobierania krwi, podawania lekarstw itd. Nie ma tu wołania „siostro, basen!” – jeśli pacjent potrzebuje pomocy związanej z wypróżnianiem się, przemieszczaniem się itd., musi albo poprosić krewnego/znajomego o pomoc, albo zapłacić specjalnej opiekunce za tego typu opiekę. Dla osób przebywających w szpitalu jest specjalna stołówka, jednak nikt nie przyniesie posiłku pod nos, a jeśli nie można opuścić łóżka, jest się również pod tym względem zdanym na pomoc ludzi innych niż personel szpitalny. Pod względem opieki stricte medycznej czułam się bezpieczna i dobrze prowadzona, choć brakowało mi indywidualnego podejścia. Jednak pod względem szerzej pojętej opieki, ta kuleje na całej linii.


OPIEKA NAD NOWORODKIEM I ŚWIEŻĄ MAMĄ PO PORODZIE

Justa: Ile dni po porodzie musieliście zostać w szpitalu.
Baixiaotai: Po cesarce zaleceniem jest minimum tydzień, po porodzie naturalnym można wyjść na trzeci a nawet na drugi dzień. Ja jednak, ze względu na ranę po cięciu krocza i niedobre samopoczucie, musiałam zostać dzień dłużej.

Justa: Jak wspominasz Wasze pierwsze chwile?
Baixiaotai: Od razu po zważeniu i zmierzeniu Joasia została opatulona i podana mi do piersi. Zostałyśmy same i tych parę chwil intymności było wspaniałe. Gdybym potrzebowała, dostałabym wsparcie specjalisty laktacyjnego; całe szczęście nam się od razu udało bez.

Justa: Czy opieka nad Wami była zadowalająca?
Baixiaotai: Od momentu trafienia na oddział dla matek z niemowlętami opieka nad nami znów skurczyła się do minimum – dotyczyła tylko spraw stricte medycznych. Jeśli np. w związku z bardzo intensywnym bólem krocza nie mogłam wstać i normalnie wziąć dziecka na ręce, musiałam mieć przy sobie kogoś z rodziny, by zrobił to za mnie. Całe szczęście tu również można było za parę złotych wstawić do pokoju kozetkę i mąż towarzyszył nam 24 godziny na dobę.

Justa: Jakie badania miało Twoje małe szczęście?
Baixiaotai: Sprawdzano żółtaczkę – niestety, pojawiła się w drugiej dobie życia maleństwa. Standardowo parę razy dziennie sprawdzano temperaturę maleństwa i jego kolorki. Więcej grzechów nie pamiętam, choć nie wykluczam, że były jeszcze jakieś badania, na które zaprowadził Joasię mój mąż.

Justa: Jaką ocenę wystawiłabyś personelowi i szpitalowi w którym rodziłaś (w skali od 0 do 10). Czy poleciłabyś GO czy raczej nie.
Baixiaotai: Generalnie szpitale w Chinach borykają się z jednym podstawowym problemem: brakiem empatii personelu. Cała część stricte medyczna była poprowadzona bardzo dobrze, sprawnie i bez dodatkowego proszenia; nie słyszałam żadnych idiotycznych komentarzy czy słów, które mogłyby mi sprawić przykrość. Jednak nikt również nie przejmował się moim bólem, odczuciami czy niepewnością osoby, której ciąża i poród przytrafiły się po raz pierwszy. Z tego względu odjęłabym szpitalowi przynajmniej parę punktów; wiem bowiem, że da się inaczej – i czasami to tylko kwestia nastawienia lekarza czy pielęgniarki, a nie braku czasu czy środków. Jednak: cały czas czułam się bezpiecznie i wiedziałam, że jestem pilnie obserwowana, więc z tego punktu widzenia mój szpital mogłabym śmiało polecić.


Justa: Na początek chciałam ci bardzo serdecznie podziękować, że zaszczyciłaś mnie swoją ‚obecnością’.
Chiny to dla Europy dość odległy zakątek więc jesteś dla mnie bardzo cennym nabytkiem 🙂
Wiesz, Chińczycy wydają się profesjonalnym ale dość powściągliwym narodem i dlatego nie dziwi mnie zbytnio ich wydawać by się mogło surowe podejście do pacjenta. Fakt, że w dużej podejście do pacjenta zależy od samej osoby pielęgniarki czy lekarza ale oni chyba tak już mają, a może się mylę bo w Chinach nigdy nie byłam.
Gratuluję szczęśliwego zakończenia, Joasia jest cudowna ♥ a zdjęcie, na którym tak czule patrzycie na siebie całkowicie skradło moje serce.
Pozdrawiam



>>> - <<<


Baixiaotai czyli Biały Mały Tajfun 
gdzie ją znajdziecie : 


serdecznie zapraszam bo naprawdę warto 


>>> - <<<


Drogi czytelniku, bardzo dziękuje, że TU jesteś.
Dzięki komentarzom i polubieniom wiem, że ktoś tu zagląda i moja pisanina jest coś warta nie tylko dla mnie.
Mam nadzieję, że znajdziesz chwilkę i skrobniesz Mi czułe słówko.

Dziękuje, pozdrawiam

Jestem opiekunem wilka.


>>> - <<<

Dziś dzień moich 39-tych urodzin postanowiłam więc sprawić komuś niewielki prezent i zostałam opiekunem wilka wspierając WWF Polska. 
Dlaczego Polska a nie UK skoro to tutaj mieszkam ?? przyczyna jest prosta - WILK. 
Te piękne, charyzmatyczne zwierzęta nie figurują na liście pomocy w angielskiej wersji a to o nie postanowiłam troszeczkę zadbać. Od zawsze wzbudzały we mnie wielkie emocje.
Być może przez opowieść mamy : "Dziadkowie prowadzili gospodarstwo we wsi Tchórzew /woj.lubelskie/. Do gospodarstwa należało kilka hektarów pól, sad, zwierzęta i kawałek lasu. Odwiedzaliśmy ich kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Pewnego dnia na spacerze naprzeciw Nas pojawiła się wilczyca, mama zamarła ale nie straciła zimnej krwi, wzięła mnie na ręce, odwróciła się a pięcie i pobiegła ile sił w nogach nie odwracając się za siebie." Być może po lekko traumatycznym wspomnieniu wilków z "Akademii Pana Kleksa". Być może po prostu przez ich magnetyzujące spojrzenie. 


"Nie ocalimy wszystkiego, co byśmy pragnęli. 
Ale uratujemy o wiele więcej, niż mogłoby ocaleć, 
Gdybyśmy w ogóle nie podjęli naszych starań."
~ Sir Peter Scott, jeden z założycieli WWF


W Polsce żyje około 1000 wilków. Wbrew powszechnej opinii wilk nie jest zagrożeniem dla człowieka. To bardziej człowiek stanowi zagrożenie dla wilków. Wilki są pięknymi, zwierzętami, które stanowią ważną część polskiej przyrody. Jeśli chcemy, aby przetrwały w naturze musimy im pomóc.

DLACZEGO WILKI SĄ ZAGROŻONE?
Wszystkie straszne opowieści o wilkach zjadających ludzi należy… między bajki włożyć. To wilk ma o wiele więcej powodów, by bać się człowieka. Największym zagrożeniem dla wilków jest niszczenie miejsc, w których żyją. Wilki potrzebują do życia rozległych lasów, w których mogłyby upolować jedzenie dla siebie i swojego potomstwa. Tymczasem człowiek zabiera naturalne siedliska wilków pod rozbudowę osiedli i sieci dróg. Zdarza się, że wilki nie mogą zdobyć pożywienia w naturze i polują na niewłaściwie zabezpieczone zwierzęta hodowlane. Takie zachowanie powoduje sytuacje konfliktowe między hodowcami a wilkami.


Adopcja jest banalnie prosta i jeśli też miałbyś drogi czytelniku ochotę na taki krok to zapraszam na stronkę adopcyjną WWF - https://pomagam.wwf.pl/adopcja/


Czym jest adopcja?
  • Adopcja wilka jest adopcją symboliczną. Nie adoptujesz konkretnego wilka, ale wspomagasz cały gatunek. Adoptując wilka, pomagasz zapewnić mu bezpieczniejsze warunki życia. Przyczyniasz się także do szerzenia wiedzy na temat wilków i pozytywnie zmieniasz ich wizerunek w oczach społeczeństwa. Wspierasz również inne, najpilniejsze działania WWF Polska na rzecz ratowania ginącej przyrody.

Jak WWF Polska pomaga wilkom?
  • Przekazujemy hodowcom zestawy pastuchów elektrycznych zasilanych bateriami słonecznymi, które skutecznie zniechęcają wilki do polowania na zwierzęta hodowlane.
  • Prowadzimy szkolenia dla hodowców i rolników zakresie zabezpieczania zwierząt hodowlanych przed atakami wilków.
  • Organizujemy doroczną akcję edukacyjną na rzecz wilka pod hasłem „Zawyj dla wilka!”. Aby poprawić społeczne nastawienie do wilka, wydaliśmy książkę „Wilk Ambaras” i nagraliśmy płytę CD z „Bajkami o dobrym wilku”, czytanymi przez znanych Polaków.
  • Wspieramy monitoring wilka w Polsce. W 2011 roku sfinansowaliśmy zimowe tropienia wilków w dwóch największych kompleksach leśnych na Mazurach, a w 2013 roku na Mazurach i Podlasiu. Dzięki temu, wiemy jaka jest sytuacja wilków i że wciąż potrzebują naszej pomocy.

Na co zostaną przeznaczone środki zebrane przez WWF Polska?
  • Środki zebrane w ramach symbolicznej adopcji wilka zostaną przeznaczone na kontynuację naszych działań na rzecz ochrony tego gatunku. Dzięki Twojemu wsparciu będziemy mogli także realizować inne, najpilniejsze działania na rzecz ratowania ginącej przyrody. W ramach poprawy stosunków między wilkiem a lokalnymi społecznościami będziemy rozdawać kolejne pastuchy elektryczne hodowcom zwierząt na terenach zamieszkiwanych przez wilki. Koszt jednego ogrodzenia to około 3000 zł. Chcemy także przekazywać lokalnym hodowcom specjalnie wyszkolone psy pasterskie, które zabezpieczałyby zwierzęta gospodarskie przed wilkami. Koszt zakupu i przeszkolenia jednego psa pasterskiego to około 3000 zł. Będziemy także kontynuować działania na rzecz poprawy wizerunku wilka w oczach ogółu Polaków, kontynuując doroczną akcję „Zawyj dla wilka”. Symbolicznym wyciem dla wilka i mówieniem o jego problemach staramy się zwrócić uwagę na potrzebę ochrony tego dzikiego kuzyna naszych domowych psów.

Zapraszam Was także do wsparcia mojej urodzinowej zbiórki na Facebook. 

Dziękuje, pozdrawiam